|
Niech żyje rewolucja w robotyce2007-11-15 08:38 Kiedy 3 listopada samochód-robot Chevy Tahoe znany pod przydomkiem "Boss" przejechał metę organizowanego przez DARPA (Agencja Zaawansowanych Technologii Obrony w Stanach Zjednoczonych) wyścigu Urban Challenge w Victorville w Kalifornii po pokonaniu 60 mil na terenie zabudowanym, żadnego kierowcy nie można było oblać szampanem i oślepić błyskami fleszy. Pojazd Boss bezbłędnie ukończył 19 zadań zleconych 11 robotom-finalistom konkursu, parkując w wyznaczonych miejscach, dobierając precyzyjnie tory jazdy po istniejących drogach i poza nimi oraz unikając innych samochodów prowadzonych przez ludzi lub roboty, które zapełniały szosy opuszczonej bazy wojskowej - a wszystko to bez człowieka siedzącego za kierownicą.
- To cudowny dzień w historii robotyki. Lepiej być nie może. - powiedział po wyścigu Red Whittaker, lider zwycięskiego zespołu z uniwersytetu Carnegie Mellon.
Kończąc trasę w czasie nieco poniżej 6 godzin, zrobotyzowany samochód uniwersytetu Carnegie Mellon pokonał "Juniora", czyli samochód marki Volkswagen Passat drużyny Stanforda o około 20 minut i wygrał główną nagrodę wyścigu - 2 miliony dolarów. Ta sama trasą do mety dotarły 4 inne bezzałogowe samochody spośród 35 zespołów ambitnych robotyków zaproszonych przez DARPA na imprezę do Victorville.
Rezultaty tych sześciu aut-robotów wyznaczają nową poprzeczkę w dziedzinie samochodowej jazdy bezzałogowej. Chociaż w 2005 r. pozbawiony kierowcy Touareg "Stanley" wygrał sprint samochodowy na dystansie 132 mil przez pustynię Mojave, wtedy zadaniem robota było tylko pozostawanie na drodze. W tegorocznym wyścigu uczestniczące pojazdy napotykały skomplikowane skrzyżowania i ruch uliczny, czyli sytuacje, w których przeznaczeniem aut-robotów wydawała się uliczna demolka z udziałem zaawansowanych technologii.
Sympatycy oczekujący przemocy robotów wobec robotów byli jednak rozczarowani. Naszpikowane skanerami laserowymi, radarami, kamerami i olbrzymią ilością mocy obliczeniowej roboty uczestniczące w wyścigu zręcznie się nawzajem unikały. Po czterech godzinach wyścigu doszło do tylko jednej kolizji, kiedy zdezorientowany Land Rover wystawiony przez Massachusetts Institute of Technology zmiażdżył tył bezzałogowego Tahoe'a z uniwersytetu Cornell.
Nie można przez to powiedzieć, że każdy inny robot zachowywał się bezbłędnie. Robot z Central Florida University pomylił podjazd garażowy z drogą i zaparkował w środku opuszczonego domu. Robot z niemieckiego Carolo skręcił do rowu i trzeba go było stamtąd wydobyć a następnie odholować. Największy pojazd-robot uczestniczący w wyścigu, "Terramax" o wysokości 11 stóp i masie 12 ton, skonstruowany przez producenta ciężarówek Oshkosh Trucks został wycofany z wyścigu chwile potem jak zatrzymał się z piskiem opon w odległości kilku cali od betonowego słupa.
Według kierownika zespołu Stanforda Sebastiana Thruna, wszystkie te niedociągnięcia są dowodem na to, że świat dzielą jeszcze całe lata od bezzałogowych aut. - Jestem zachwycony tym, że w takim wyścigu w ogóle jest zwycięzca - mówi. - Jesteśmy świadkami tego, jak w bólach rodzi się nowa technologia a to są dopiero początki całego procesu.
Thrun nie był całkowicie zadowolony z prawie perfekcyjnej jazdy przygotowanego przez swój zespół robota o nazwie "Junior" pomimo tego, że pojazd zajął drugie miejsce i wygrał nagrodę miliona dolarów. Wskazał na incydent podczas wyścigu, kiedy "Junior" zwinnie przejechał przed sznurem aut oczekujących na zmianę światła na skrzyżowaniu. Jak wyjaśnia Thrun, "Junior" powinien był cierpliwie czekać na końcu kolejki. - Był to na pewno bezpieczny manewr, ale oczywiście niegrzeczny - mówi z uśmiechem.
Decydowanie o oczekiwaniu za innym samochodem w ruchu ulicznym bądź też omijaniu zaparkowanego pojazdu jest właśnie przykładem tego rodzaju subtelnego problemu, który DARPA chce rozwiązywać w zawodach robotów. Wyścigi Urban Challenge są częścią wyznaczonej przez amerykański Kongres misji agencji, aby do 2015 r. jedna trzecia wszystkich czynnych pojazdów militarnych była bezzałogowa.
DARPA rozpoczęła cykl wyścigów aut-robotów w 2004 r., aby pobudzić siły innowacyjne niezbędne do osiągnięcia postawionego celu. Setki specjalistów od robotyki podjęło wyzwanie, zgłaszając do wyścigu pojazdy przerobione z samochodów sportowych, motocykli a nawet minivanów swoich żon. Niektórzy z nich poszukują sławy i są głodni akademickiego sukcesu, inni chcą podpisać lukratywne kontrakty z przemysłem lub wojskiem.
Skonstruowanie takiego pojazdu-robota to ogromny wysiłek. Drużyna Tartan Racing z uniwersytetu Carnegie Mellon liczy ponad 30 członków i sponsorują ja korporacje, m. in. General Motors, Caterpillar, Continental i Google.
Biorąc nawet to pod uwagę, impreza z 3 listopada to punkt zwrotny, jak mówi Jonathan How, lider zespołu Massachusetts Institute of Technology. - Szczerze sądzę, że niewielu ludzi wierzyło, że którakolwiek z drużyn ukończy ten wyścig. Fakt, że sześciu zespołom to się jednak udało dowodzi, że ta technologia jest całkiem dojrzała i może kiedyś stać się rzeczywistością.
Red Whittaker z uniwersytetu Carnegie Mellon już teraz wyobraża sobie, jak może wyglądać następna impreza organizowana przez DARPA: prawdopodobnie będzie to 24-godzinny wyścig w deszczu i śniegu albo zespoły ścigające się w zorganizowanych konwojach bezzałogowych samochodów. Choć tego typu wyzwania są wystarczająco onieśmielające, krótkoterminowe cele Whittakera są jeszcze bardziej ambitne. Obecnie kompletuje on drużynę, która postarałaby się zgarnąć 20 milionów dolarów w sponsorowanym przez Google konkursie, aby umieścić na powierzchni jedynego naturalnego satelity Ziemi pierwszy prywatny pojazd księżycowy.
- Każde dobrze zaprojektowane wyzwanie zawsze wydaje się czymś więcej niż jest to możliwe. Kiedy jest już po wszystkim, masz uczucie, że nie było w tym nic szczególnego - mówi Whittaker. Źródło: Forbes.com
|
|