PATRONI ROBOTYKI:
 

NOWINKI TECHNICZNE

2019-06-11 08:22

Nowa wersja robota Salto skacze jeszcze wyżej i szybciej

Konstruktorzy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley zaprezentowali niedawno najnowszą wersję swojego sławnego, mechanicznego skoczka. Naukowcy skupili się na udoskonaleniu systemu zdalnego sterowania i nawigacji - dzięki temu Salto mógł w końcu wyskoczyć poza laboratorium.

Do tej pory robot mógł działać tylko w laboratorium wykorzystując dane z systemu przechwytywania ruchu motion capture. Technologia ta jest wykorzystywana między innymi podczas tworzenia naturalnie wyglądających animacji na potrzeby gier komputerowych. Niestety metoda ta wymaga zbyt dużej liczby kamer śledzących obiekt, aby możliwe było wykorzystanie jej w środowisku naturalnym.


Dlatego nowa wersja robota Salto wykorzystuje nawigację zliczeniową (dead reckoning). Oznacza to, że robot ocenia jak zmieniła się jego pozycja po każdym wykonanym skoku. Jak podają konstruktorzy, nawet po 300 skokach wykonanych w ciągu kilku minut, robot nie myli się o więcej niż 2 metry. Jest to równoznaczne z dokładnością na poziomie poniżej 1 cm na każdy skok.


Salto nie jest jeszcze konstrukcją autonomiczną. Robot nie posiada żadnych czujników zapewniających sprzężenie zwrotne na temat przeszkód, które pojawiają się na jego drodze. Konstrukcją na razie steruje człowiek, który ma do dyspozycji odpowiednią aparaturę.


W odświeżonej wersji robota zaimplementowane zostały nowe algorytmy przetwarzania danych. Dzięki nim urządzenie może skakać po wielu typach powierzchni - nawet takich, które przypominają piankę. Zwiększyły się także osiągi robota. Salto może teraz poruszać się z maksymalną prędkością dochodzącą do 4,5 m/s i skakać na wysokość 1,2 metra.


Osoby odpowiedzialne za projekt zapowiadają, że to nie koniec. W planach jest dostosowanie robota do tego, aby potrafił np. skakać po gałęziach drzew. Umiejętności reprezentowane przez kolejne wersje tej konstrukcji mogą więc być zaskakujące, warto więc czekać na następne aktualizacje.


 


 


 

Źródło: Konrad Jeznach, forbot